Modlitwa
jest taki ptak, Panie Boże, który siÄ™ paliÅ‚ mocno w samozagÅ‚adzie uparty dumny jak rzeka odważny jak twoje rzeki wiem, że go spotykasz tak jak mnie sÅ‚yszysz - wstaw siÄ™ za nim przeprowadź go przez ten niepokój bezpiecznie i szanse mu daj bo już wie, co najważniejsze odmieÅ„ mu twarz jego z serca pÅ‚ynÄ…cÄ… tkliwÄ… radoÅ›ciÄ… bo już czuje drugi mur brzeg drogi moze go bardziej kocham niż Ty
Samotność
cichy obłęd gasnące światło od ciebie jeszcze osłania jeszcze łzami za tobą okopuję się w dniach nadziei coraz mniej że będziesz
xxxxx
a ty gdzie za kim chodzisz kogo czekasz nie widzisz mnie zza żadnego wschodu sÅ‚oÅ„ca czas mnie zabiera odpÅ‚ywam jak rzeka daÅ‚eÅ› mi swiatÅ‚o napeÅ‚niÅ‚eÅ› mnie sensem rozswietliÅ‚eÅ› oczy twarz nie poznawaÅ‚am rano tej pieknej swietlistej kobiety w lustrze od twoich sÅ‚ów rosly mi skrzydÅ‚a napeÅ‚niÅ‚eÅ› mnie wiarÄ… nadziejÄ…
Myśl o mnie
utonÄ™ we Å›nie czy w Å›wiadomoÅ›ci tej samoÅ›ciowej podÅ‚ej Å›wiadomoÅ›ci umierania i nic nikogo komu możąna by zostawić kartkÄ™ list odwagÄ™ że siÄ™ żyÅ‚o byÅ‚o mimo tego nawaÅ‚u spragnionych dni odchodzÄ™ naprawdÄ™ to siÄ™ dzieje sÅ‚abo ciepÅ‚o pusto lekko już żadnych sÅ‚ów nigdzie w żadnÄ… pustkÄ™ przyjdÄ™ nowa tyle piÄ™knych sÅ‚ów poszÅ‚o na wiatr kto ich używa teraz zamiast chleba potrzebne mi byÅ‚y tak do życia jak ty
Litania
szukam CiÄ™ w niezastÄ…pionych szukam jak niewidomy gÅ‚uchy i sÅ‚aby jak Boga na drodze miejsca z kapliczkÄ…. patrzÄ™ jak znikasz coraz bliżej odchodzisz przyrównujÄ™ siebie do drzew do gołębia bez pary do topoli niech nie usnÄ™ jeszcze tej nocy bez Å›witu na twarzy
Rano
dziÅ› otworzyÅ‚am okno szeroko na sÅ‚oÅ„ce powietrze cichy deszcz trawa pachnie szumiÄ… obÅ‚oki... i musiaÅ‚am siÄ™ oprzeć mocno bo wyfrunęłabym do ciebie nie napinaj mnie jak boli Å›wiatÅ‚o w oku tak boli mnie od ciebie spokój |
xxxxx
księżyc Å›wieci jak wariat czysty daleki bez informacji o nas czysta fantasmagoria samotnych romantyków odgarniam wÅ‚osy z twojego czola kiedy Å›pisz w ciszy usmiechniÄ™ta za tobÄ… chodzÄ™ mam kilka cisz dla ciebie najÅ‚agodniejsza z koszyka z miodem i orzechami nie zmuszam ciÄ™ do niczego kuleczkÄ… nadzieii jestem
xxxxx
ja chcę ugryźć twojej ciszy zbliżyć się do Ciebie na krzyk ten jedyny unieść Cię ramionami jak ostatnim ratunkiem wejść w światło twoich oczu uśpić serdecznie samym sercem co dzień rano być w miejscu gdzie Ty otwierasz oczy uczysz mnie fruwać na brzegu nocy stoję za tobą jak ptak senny
xxxxx
Noc jest jak opatrunek. W nocy niebo jest wiÄ™ksze. Księżyc jak podarunek w rÄ™ce od lodu zimniejsze. Można ruszyć pokojem, w górÄ™ wolno popÅ‚ynąć i nikogo nie spotkać, i nikogo nie minąć. Spokój, cisza najÅ›wiÄ™tsza. Powietrze wolne od rzeczy. Serce staje siÄ™ lżejsze. Czas siÄ™ w kÄ…cie powiesiÅ‚. Pokój jest Å›wietlnÄ… klatkÄ…, z pasażerem zmÄ™czonym, widmem z oczami w spadku po wierzeniach chybionych.
xxxxx
Å‚agodnie do mnie mów bez sÅ‚ów jak rzeka wiatr w wiklinie zamotany szkoda czasu sam widzisz jaki cud trzyma nad nami obÅ‚ok pozÅ‚acany jak baldachim jak z mchu uÅ‚ożone biaÅ‚o-zielone kobierce trawa najlżejsza i moje nieÅ›miertelne serce wszystko razem siÄ™ łączy i jednako brzmi jak cisza żebyÅ› mnie lepiej sÅ‚yszaÅ‚
Do mamy
Już wiem, dlaczego mimo wszystko stać mnie na rozwój skrzydeÅ‚ dlaczego wstajÄ™ i spieszÄ™ póki czajnik gorÄ…cy dziÅ› chciaÅ‚am CiÄ™ uÅ›cisnąć i znów nie wyszÅ‚o... wstydzÄ™ siÄ™ i onieÅ›miela mnie ten przypÅ‚yw czuÅ‚oÅ›ci kiedy zmÄ™czona, zmarszczona leżysz pod swoim kocem patrzysz na zdjÄ™cie męża który w niebie robi Ci miejsce.... ja mam MatkÄ™ jeszcze opiekunkÄ™ najÅ›wiÄ™tszÄ… opokÄ™, Å›wiatÅ‚o i serce w jednych oczach mam twoje rÄ™ce dlatego jestem jak motyl beztroski wiatr
xxxxx
Cisza nic nie znaczy tylko wiatr między oczami kosmiczny ptak przefruwa jak żuraw Chcę Cię zobaczyć |